CLICK HERE FOR THOUSANDS OF FREE BLOGGER TEMPLATES »

sobota, 26 stycznia 2008

krew na podlodze

wieczor piatkowy jest niemalze rownoznaczny w niektorych kregach z byciem w knajpie i saczeniem piwa lanego z rur czyszczonych ostatnim razem w okresie wielkiejnocy '05. mialam w planach sprzatanie i wino. z kims, czy tez w samotnosci. wyslalam wiec moj telegramowy esemes do osoby, ktora miala najwieksze prawa do butelki stojacej nieopodal. z kazda poskladana rzecza czy startym fragmentem powierzchni plaskiej wino otwieralam niemalze wzrokiem. wypic w samotnosci butelke wina? to zakrawa juz na alkoholizm. chce sie ukrywac, poki jeszcze moge. poki mlodosc mi na to pozwala. napisalam do panny gosi wyrazajac ma prosbe o dolaczenie do upojnego wieczoru. zgodzila sie. gdy odebralam ja ubylo dziwnym trafem juz calkiem spora ilosc slomianego plynu. polalam, skosztowalam, usmiechnelam.
noc w kamforze. smierdzialo fajrantami, piwo mialo zapach wymiocin, zas z glosnikow brzmialy house'owo-minomal'owe dzwieki. nie powiem - czasem byly przyjemne. nawet bardzo przyjemne. na pozegnanie namalowalam dephowi makijaz jokera, ktory nie byl dobrym pomyslem, jak sie okazalo pozniej. nocna komunikacja zabrala me cialo o 2:08 do domu, 12min pozniej przekrecalam juz zamek w drzwiach. niezly czas, jak na fakt ze mieszkam w "gettcie", nieprawdaz? dokonczylam pranie. sprawdzilam poczte. okrylam sie koldra. chcialam spac.
3:33 - pierwszy telefon. udawalam, ze jestem zla choc tak na prawde cieszylam sie, ze moge z kims porozmawiac w bezsenna noc. kilka minut pozniej kolejny. tym razem z pytaniem, czy moze przyjechac do mnie. chce spedzic ze mna noc, nie chce byc sam. zgodzilam sie. godzina przewracania sie w poscieli, kilkanascie rozmow telefonicznych, kierowanie na slepo chloptasia na moje osiedle. spuszony wpierdol z mojej winy, heniek w lodowce, przeostrzona chinszczyzna. tyle pozostalo z tej nocy. chwile warte zapamietania.

...oraz wspomnienie snu, w ktorym zadzgalam malzenstwo nozem do szatkowania warzyw. ich corka w odwecie zrobila to samo mi. tyle, ze scyzorykiem. nie potrafilam jej oddac mimo, ze mialam duzy noz do krojenia pieczeni. widocznie nalezalo mi sie. widocznie bylam winna.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

saturday night fever widze bylo :p

a ja mialam mini spa przez te kilkanascie godzin w domu. i - omatkoboskaczestochowska - jak mi sie nie chce wracac ._. a jak pomysle, ze jutro rano trzeba jechac na ta jebana krakowska to mi sie slabo robi.
ech zycie zycie.

ps. tym razem komentowalam prawym poldupkiem i lewym polprzymknietym z racji poznego wstania okiem.

buziaki kochana i do zobaczenia jutro ~