Poltora godziny. tyle czasu minelo od kiedy zaserwowano mi obiadek. chwila jedna, chwil kolejnych pare i juz czulam ssanie na cos slodkiego. nie zlamalam sie z wiadomych powodow - zapasow nie ma, a na dworze wieje polnocnym wiatrem z zachodu. Zadanie na rosa bylo w moich planach i nic sie od tej pory nie zmienilo. tylko fakt, nie jestem na 1 lecz na 4 stronie horroru w jakis sposob mnie pociesza. sama zmiana typografii nie jest o tyle trudna o ile nie trzeba jej pozniej opisywac, a to mi stwarza najwiekszy problem. siedze wpieprzajac nudle borowikowe, ktore aby mialy jakikowiek smak musialy dostac solidna porcje soli i pieprzu, popijam to jasminem i bije sie z myslami wziac-nie wziac. niby tak, a jednak nie. jest zimno i zle, wilgotno i ciemno - zatem tak. za chwil pare skoncze to chujstewko, wezme relaksujaca kompiel i w kime - staram sie oszukac po raz kolejny. po raz kolejny obiecuje sobie nieosiagalne, pozniej tylko pluje w lustro klnac na osobe co spoglanda znad przeciwka, tak mi kiedys znajoma...
poniedziałek, 5 listopada 2007
Subskrybuj:
Posty (Atom)