stukam w klawiature juz bezmyslnie, aby zabic czas najsilniej jak tylko potrafie. dzis. wyleglam sie z pod koldry o 15:20, spalam jakies 14 godzin, choc snem tego w sumie nazwac nie mozna. bol kregoslupa i przewracanie sie z boku na bok w poszukiwaniu. czy to wina tego miasta? moze atmosfery w domu? a moze znow sobie cos wmawiam? czuje sie zle. odsunieta i opuszczona. na wlasne zyczenie. pewnie.
znikam. oddychac okruchami szkla.
czwartek, 27 grudnia 2007
downtempo pod opuszkami pacow
Autor: plastik o 17:07 0 komentarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)