CLICK HERE FOR THOUSANDS OF FREE BLOGGER TEMPLATES »

środa, 19 grudnia 2007

rozbiegana w myslach.

chce uciec, ale nie wiem do kogo i przed czym. tak naprawde. zabijam skutecznie czas nuda stosowana: ogladam tivi, spaceruje po galerii po bluzke na sylwestra, ogladam setny raz allegro i probuje sobie wmowic, ze zamowilam dobre prezenty i - co gorsza - ze dotra do mnie na czas. nauka stoi jak stala, a notatki ledwo co ruszone w poszukiwaniu czegokolwiek z tego semestru. nie ma. zdziwiona? nie, raczej zawiedziona, ze kolejny raz mi sie nie upiecze. mam uczucie, ze zawodze wszystkich, a jesli juz tego nie robie to wowczas wywyzszam sie ponad miare. ponad ta kreche, ktora chcialam zamazac i udowodnic, ze da sie. krzyczec szeptem. marze o bjork i bezsennej nocy. marze o chwili dla siebie, aby rozpiescic swe cialo, dusze. ta tak odporna i uwzieta w swojej kobiecosci i checi dominacji nad mym cialem jak ja sama w chwilach determinacji. gdyby to jeszcze bylo tak proste i prawdziwe jak opisywal to rozpustkik Kant. cialo swoje, umysl swoje, a ja posrodku. zakladam swoje przeciwdepresyjne buciki i mam nadzieje, ze znow kolejny raz strace swoj rozsadek w sposob logiczny, dajacy sie wytlumaczyc w sposob matematyczny. tylko takie wytlumaczenie moze dotrec do mnie dzis, ale watpie aby podzialalo jutro. mam zmienic baletki na kalosze. boje sie cholernie, ale warto zaryzykowac - w koncu to tylko moje zycie, moje stopy, moja podswiadomosc. lans is lajf i do przodu. zdobywac kolejny raz swoj wlasny urojony Giewont!