no co? uczucie bliskie bolu, porownalabym to raczej do pieczenia nizeli czystej formy bolu. troche kulo, szczypalo... nie pozwalalo o sobie zapomniec. jednak znosne i moglam - jakos - zbierac co chwile mysli. teraz mam uczucie zakwasow i wygladam cos a'la popey (czy jak sie go pisze), tylko kotwicy brakuje mi na barku. ale spoko - wszystko w swoim czasie ;P wczorajszy dzien spedzony bardzo pozytywnie gdyby nie fakt, ze o 22:30 czulam sie jak jedna wielka frytka - bynejmniej nie mowa o tej z big brothera. gdyby nie moje rozczulanie sie nad soba i wspominki przed kompem, gdzie wyswietlalam kolejne katalogi ze zdjeciami to spalabym wiecej niz tylko 2h z malym hakiem (o ile mozna to spaniem nazywac). podroz na dolny slask z b. i nacpanym kolesiem byla meczaca, ze wzglednu na towarzystwo tego drugiego, zas na opolszczyznie pozegnalam sie z matka polska i fleczkiem w bucie. coz, ciezkie jest zycie gornika.
podsumujac:
katowice? syf nadal. (a czego sie spodziewalas?!)
ruda slaska? dziura jakich malo. (spoko - profesjonalizm marzana zlagodzil wkurwa na dojazdy)
kuchnia? napiwki ciesza. (wyplata jeszcze nie)
mamusia? chyba nadal mnie kocha ;P
butcher? jak zwykle msialam go budzic rano!( za wlosy i o sciane ;P)
sobota, 20 października 2007
podaruj mi gwiazdke z nieba
Autor: plastik o 22:33 0 komentarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)