co tu duzo pisac... herbataman spalil sie w moich oczach juz, a do dopiero drugie spotkanie i nie sadze, aby cos to naprawilo. gdy mezczyzna peszy sie przy kobiecie jest to w pewien sposob urocze, jednak, gdy robi to nagminnie jest to denerwujace - wrecz wkurwiajace. jest kilka takich gestow, kilka ruchow i mimowolnych twarzy jak i ciala, ktore ukazuja, jak bardzo rozmowca czuje sie skrepowany twoja obecnoscia, jak bardzo chce pokazac sie z najlepszej strony i udawac jak bardzo ma luzno w gatkach. i wdzedzie indziej pewnie tez. nie lubie robic nic na sile i nie lubie, gdy inni robia to dla popisu, a moze dla czegos innego? nie wiem. bynajmniej nie bedzie macanka i seksiku - jakby powiedzialyby takie dwie moje bejjjb ;) buzi buzi tez nie bylo i raczej nie bedzie. end.
chyba jednak jestem wybredna suka, coz.
za to jutro jestem umowiona w mekce z NIM. czlowiek bez imienia, ktory dostal moj nr na klacte bynajmniej nie schodowej. dziwne akcje? moja specjalnosc! rozmowy telefoniczne po 20min z obcym gosciem?prawie jak codziennosc.
ps. dzis spiewalam w szkole radioglowych na glos. nie byloby w tym nic zlego, gdyby nie fakt, ze spiewac nie potrafie i slow nie pameitalam procz 2, moze 3 w refrenie. rotfl? ;]
wtorek, 23 października 2007
randkowe przypowiesci
Autor: plastik o 22:57 0 komentarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)