pozdroz mojego zycia skonczyla sie - niestety - pierunujaco szybko. oderwalam sie na chwile od tej brudnej powierzchni asfaltu zwanej rzeczywistoscia. chwila ta przewrocila moje zycie do gory nogami, ukradla priorytety, a zamiast nich wstawila chec bycia soba w sposob tak naturalny, jaki czlowiek moglby kiedykolwiek byc. szlifowanie angielskiego nie wyszlo tak zle jak myslalam. oczywiscie brylantem moj jezyk nie byl, jednak zniknela na sekunde krepacja co do poslugiwania sie innym jezykiem niz ojczystym. hektolitry wypitej darmowej kawy na stacjach benzynowych, przygroznych butkach i mc donaldach, niesamowici ludzie przy ktorych czulam, ze do szczescia nie potrzeba nic wiecej niz przyjaciol i dobrego samopoczucia. bez internetu, bez telefonu, tez karty kredytowej - ktorej z reszta nie posiadam. jednak zycie nie plynelo tam zbyt wolno, ani tez nie pedzilo tak jak tutaj - w miescie czterech religii. zagrzeb. miejsce, do ktorego bede wracac. miejsce ktore wspominam z sola na policzku. miejsce w ktorym zauroczylam sie.
sobota, 10 maja 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)