CLICK HERE FOR THOUSANDS OF FREE BLOGGER TEMPLATES »

czwartek, 4 października 2007

ajajaj nie mam jaj...

sukinsyny zamiast pozadnych pracownikow zdik'u, odwolana randka i cos, co wbilo mi igielke nie w posladek, ale w plecy. moja prywatna porazka - moglabym tak to nazwac, chociaz tak naprawde liczy sie cos innego, cos o wiele cenniejszego niz tylko moje ego. golebia ktorego wczoraj uratowalam spotkalam znowu. tym razem w nieco mniej milych okolicznosciach. glowa zwisala nieco ponizej lini studzienki, zas cialo bylo grubosci amerykanskich nalesnikow okraszonych lekka krwia dekadencji. chialam zabawic sie w boga i przedluzyc zywot tego zwierzecia, jak widac nie bylo mi dane. jemu z reszta tez...

mam zmowu dola, znow pragnie smierci... tymon jak tymon, ale czasami w swoich jakze sarkastycznych tesktach uchwyci zdzieblko prawdy. tak bardzo potrzebnej w naszym zyciu...

sa dni w ktorych mam ochote otworzyc okno, zaciagnac sie mocno swiezym tlenem, pozegnac sie z parapetem i go opuscic tak z nienacka. to sa wlasnie te dni, gdy lzy ciekna same, a ty zastanawiasz sie czy to wlasnie przygnebienie jest wynikiem odkreconej kulki z kolczyka. otoz nie. jakze mylne jest stwierdzenie, ze plakac mozna za cos lub kogos. jakze mylne jest stwierdzenie, ze tylko wielkie rzeczy potrafia ranic... pelno malych igielek, ktore napierdalaja za toba krok w krok czekajac jedynie na chwile nieuwagi i.... auc! dostalam kolejna igla w dupe. mowi sie, ze ten co ma miekkie serce ma twarda dupe, a one o dziwo wchodza w nia jak maslo. bez skojazen. poduszka w glowie zamiast mozgu. kiedys jej miejsce zastepowala siekiera....

jakze to dziwne, ze co roku przezywam inne zalamanie nerwowe i to nie pod wzgledem chociazby uplywajacych lat, ale innych emocji dominujacych. kiedys depresja rownala sie z nienawiscia. do reszty swiata, smierdziala nieco buntem, a niebo mialo kolor szarej krwii. a teraz? mam nadizeje, ze to stan przejsciowy, ze "tydzien nielubienia fell" odejdzie w zapomnienie. jednak nieoszukujmy sie, byloby zbyt pieknie, nieco utopijnie i zakrawalo o eden. zycie nas nierozpieszcza, szczegolnie gdy niewierzy sie w nic, a czuje sie glownie bezradnosc z lekka nuta kpiny. i to nie z mojej strony. troche soli w chwilach, gdy poljawic sie nie powinna. z kazdym rokiem coraz ciezej ukrywac mi moj stan ducha. to boli najbardziej.