obiecuje. jednak nie ufam sobie, swojej pamieci i nieznieksztalceniami spowodowanymi okruchami czasu. zatem zapisze, aby nie martwic sie, nie przekolorowac, nie zamazac wspomnien.
ostatni weekend w kentuky zawieral niewiele chwil ciekawych, ale jednak. film u tomka, impreza u mojej mam, brak balaganu u mnie w pokoju. ciesze sie. pasqdy nr 1 nie widzialam sporo czasu, a lubie bardzo - jego kolezanki uwazajace mnie za suke rowniez, wlasnie za ta niechec i szuflatkowanie heheh. zas rodzicielka nie wiem kiedy ostatni raz bawila sie tak dobrze. drobiazgi i male szczescia bliskich. to sie liczy bardziej niz moj osobisty dramat grany na deskach - czy tez plytkach - mojego brata pokoju.
urodziny malgorzaty. hiperbola, parabola i inne uczuciowo-matematyczne bzdety. zasialy niepokoj, zdezorientowanie. innymi slowy nauka okresla to mianem "myslenie niepotrzebne", czy tez "syndrom depresyjno-niepozadany". z racji natury macciavellistyczno neurotycznej dopisalam sobie wlasna historie do zachowan pewnych osob. brak wdechu przy klezmer-latino i prodigy night z iron maden. nocne rozmowy z miskiem ugruntowaly tylko pewne postawy. i dobrze.
chyba za bardzo serio biore zycie, slowo "przyjazn" i wylana ogorkowa na fioletowe skejotowskie cudenko zwane potocznie kangurka. wymagam od ludzi tyle ile ja moge dac, jest to niewymierna miara. wowczas dostaje w zamian fige z makiem, czy tez zwyklego srodkowego palca wyprostowanego w moim kierunku, albo cos czego zupelnie sie nie spodziewalam. cos, czego moglabym przypuszczac, ze istnieje zaledwie w 1/3 objetosci. wracam do zalozenia, ze wszyscy sa skurwysynami, ale niektorzy sie ukrywaja. latwiej, prosciej, przyjemniej. najwyzej moge sie zaskonczyc pozytywnie, bez spin i zlosci. jest kilka osob dla ktorych moja osoba jest wazna, za to im dziekuje. tak serio serio, ale nie za bardzo. bez ogrodek. bez sciemy. dzieki.
niedziela, 10 lutego 2008
nie zapomne
Autor: plastik o 11:29 0 komentarze
Subskrybuj:
Posty (Atom)