CLICK HERE FOR THOUSANDS OF FREE BLOGGER TEMPLATES »

niedziela, 10 lutego 2008

nie zapomne

obiecuje. jednak nie ufam sobie, swojej pamieci i nieznieksztalceniami spowodowanymi okruchami czasu. zatem zapisze, aby nie martwic sie, nie przekolorowac, nie zamazac wspomnien.

ostatni weekend w kentuky zawieral niewiele chwil ciekawych, ale jednak. film u tomka, impreza u mojej mam, brak balaganu u mnie w pokoju. ciesze sie. pasqdy nr 1 nie widzialam sporo czasu, a lubie bardzo - jego kolezanki uwazajace mnie za suke rowniez, wlasnie za ta niechec i szuflatkowanie heheh. zas rodzicielka nie wiem kiedy ostatni raz bawila sie tak dobrze. drobiazgi i male szczescia bliskich. to sie liczy bardziej niz moj osobisty dramat grany na deskach - czy tez plytkach - mojego brata pokoju.

urodziny malgorzaty. hiperbola, parabola i inne uczuciowo-matematyczne bzdety. zasialy niepokoj, zdezorientowanie. innymi slowy nauka okresla to mianem "myslenie niepotrzebne", czy tez "syndrom depresyjno-niepozadany". z racji natury macciavellistyczno neurotycznej dopisalam sobie wlasna historie do zachowan pewnych osob. brak wdechu przy klezmer-latino i prodigy night z iron maden. nocne rozmowy z miskiem ugruntowaly tylko pewne postawy. i dobrze.

chyba za bardzo serio biore zycie, slowo "przyjazn" i wylana ogorkowa na fioletowe skejotowskie cudenko zwane potocznie kangurka. wymagam od ludzi tyle ile ja moge dac, jest to niewymierna miara. wowczas dostaje w zamian fige z makiem, czy tez zwyklego srodkowego palca wyprostowanego w moim kierunku, albo cos czego zupelnie sie nie spodziewalam. cos, czego moglabym przypuszczac, ze istnieje zaledwie w 1/3 objetosci. wracam do zalozenia, ze wszyscy sa skurwysynami, ale niektorzy sie ukrywaja. latwiej, prosciej, przyjemniej. najwyzej moge sie zaskonczyc pozytywnie, bez spin i zlosci. jest kilka osob dla ktorych moja osoba jest wazna, za to im dziekuje. tak serio serio, ale nie za bardzo. bez ogrodek. bez sciemy. dzieki.